Jutro ruszam do Brna i dalej w Czechy, nie mam pojęcie kiedy wrócę (najpóźniej przed 10 maja) i wtedy też najprawdopodobniej pojawią się pierwsze konkretniejsze wpisy. Proszę o cierpliwość ;)
Tymczasem, aby nie zostawiać Was z niczym, krótka inspirująca historia.
Stoję właśnie na progu swojej kolejnej podróży i waham się co do tego co powiedzieć. Bo każda podróż to zapowiedź niesamowitej przygody, ale równocześnie nigdy nie wiadomo czy dane będzie powrócić z niej szczęśliwie. W takich momentach ma się ochotę mówić o rzeczach ważnych, albo nawet najważniejszych.
Zatem pozwól, że powiem Ci coś o jednej z najważniejszych podróży mojego życia, albo raczej o moim sposobie na podróż przez życie.
Miej pasję! Marzenie, coś wielkiego, co porusza serce i rozszerza źrenice. Jeśli masz coś takiego, to chociażby nie wiem co, Twoje serce zaprowadzi Cię odpowiednimi ścieżkami. Przypomina to trochę tropienie dzikiego zwierzęcia.
Tak było ze mną. Ponad osiem lat temu będąc we wspólnocie młodzieżowej Magis, zaczęłam sobie marzyć o tym, żeby kiedyś nauczyć się hebrajskiego, czytać i tłumaczyć Pismo w orginale. W moim mieście ciężko o jakiekolwiek miejsce, gdzie można by się tego jeżyka uczyć, a na internetowe kursy nie starczało mi nigdy samodyscypliny. Tak więc to marzenie zeszło gdzieś na dalszy plan, ale powróciło kiedy podejmowałam decyzję o wyborze kierunku studiów. Okazało się, że religioznawstwo oferuje lektorat z hebrajskiego. Znów podjęłam trop mojego wymarzonego zwierzaka. Ale na to również trzeba było poczekać całe dwa semestry.
Moje serce wiedziało, że jest to coś, czego naprawdę chcę. Mimo ton uciążliwej gramatyki i mnóstwa trudności, które stanęły mi na drodze. Nie musiałam o tym myśleć codziennie, ale raz podjęta decyzja, była jak igła kompasu, wskazująca mi kierunek. Niedawno zostałam przyjęta do Sztokholmu, gdzie przez osiem miesięcy będę uczyć się hebrajskiego, a także pojadę do Izraela. Uświadomiłam sobie dopiero niedawno, że tak na prawdę marzyłam o czymś takim już osiem lat temu. Gdybym zwróciła na to uwagę wcześniej, pewnie przyspieszyłabym jakoś ten proces.
W naszym życiu zawsze kierujemy się wewnętrznym kompasem naszych pragnień, czy jesteśmy tego świadomi czy nie. Przyglądnij się dobrze swojemu życiu, i odpowiedz sobie na pytanie, co wyznacza kierunek Twojemu sercu? Co przyciąga je jak magnes? Tropów jakiego zwierza szukasz? Bo może się okazać, że skoro nie wiesz czego chcesz, to jesteś na ścieżce prowadzącej Cię do rzeczy i miejsc w które na pewno nie chcesz trafić.
Po pierwsze, dzięki za kolorki - ładnie tu;).
OdpowiedzUsuńPo drugie, lepiej będzie jeśli wrócisz, bo czuję się zaciekawiony, co tu dużo pisać sprawami technicznymi - wybieranie celów, organizowanie wyjazdów, dobór kompanów/ich brak etc. etc. Aspekty duchowe również stanowią o tym blogu, lecz już tak mam, że temat podróży wywołuje we mnie fale pytań natury technicznej
Błazen
dobrze, że wróciłaś! teraz możesz się męczyć z hebrajskim :)
OdpowiedzUsuńnaawi